Hollywood 6: Epiphany

Hollywood to bez wątpienia aktualnie najlepszy komercyjny program dla Amigi. Zadebiutował skromnie 4 listopada 2002 roku, jednak szybko rósł w siłę. W 2004 roku pojawiła się wersja 1.9 ze wsparciem dla WarpOS, a także pierwsza wersja nakładki graficznej Designer. Kolejne ważne wydarzenie przyniósł marzec 2005 roku, kiedy Hollywood pojawił się w wersji dla AmigaOS 4. Osobiście po raz pierwszy zetknąłem się z tym narzędziem na początku 2007 roku, wówczas to zakupiłem program w wersji 2.5 wraz z Designerem 2.0 i wtyczką Malibu pozwalającą cieszyć się kompatybilnością z legendarną Scalą.

Produkt od początku zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie i przez następnych 8 lat nie odpuściłem sobie żadnej aktualizacji zarówno aplikacji bazowej, jak i Designera. W tym okresie kilkakrotnie poruszałem w swych artykułach temat flagowej aplikacji ze stajni Airsoft Softwair. Myślę, więc że wierni czytelnicy amigaone.pl, doskonale orientują się w możliwościach programu, a jeśli nie to zachęcam do nadrobienia tych zaległości zapoznając się z recenzjami Hollwyood 5.0 i Designera 4.0. W niniejszym tekście nie chciałbym się powtarzać, więc w jednym zdaniu napiszę skrótowo, że Hollywood to narzędzie przeznaczone do tworzenia prezentacji, aplikacji multimedialnych i gier, a przy pewnych ograniczeniach również animacji czy grafiki.

W lutym bieżącego roku zadebiutowała 6 wersja programu o kodowej nazwie Epiphany (objawienie). Jak zwykle długo nie zastanawiałem się nad zakupem aktualizacji, zamawiając wersję online. Autor, Andreas Falkenhahn chyba nie może narzekać na brak zamówień, gdyż nie udało mu się dotrzymać gwarantowanego 24-godzinnego terminu od momentu zakupu do dostarczenia towaru. Opóźnienie jednak nie było zbyt duże, tak więc następnego dnia od sfinalizowania transakcji otrzymałem tradycyjnego maila z załącznikiem w postaci pliku zawierającego kreator spersonalizowanego ISO oraz link do zakodowanego archiwum stanowiącego bazę do stworzenia tegoż obrazu płyty. Pobierając linkowany plik, od razu rzuciło mi się w oczy, że program mocno urósł, zwiększając swoją objętość o blisko 100%.

Hollywood 6

Hollywood 6

Po wykonaniu obrazu i podmontowaniu go za pomocą systemowego Diskimage.device przystąpiłem do instalacji. Z zadowoleniem przyjąłem fakt, że Holywood powrócił do tradycyjnego commodorowskiego instalera. Poprzednie dwie odsłony korzystały bowiem z wymyślnego instalatora, napisanego najpewniej przy użyciu samego Hollywood. Instalator ów poza tym, że był może nieco bardziej kolorowy, nie wnosił specjalnych atrakcji, za to z niezrozumiałych dla mnie względów bardzo mocno wydłużał sam proces kopiowania plików na twardy dysk. Oczywiście fakt, że Airsoft wrócił do standardowego instalatora nie oznacza, że całość przebiega w sposób szary statyczny i nudny. Tak jak we wszystkich wcześniejszych wersjach instalacja wzbogacona jest o przerywniki w postaci multimedialnych produkcji. Jedna z nich to efektowne intro Epiphany, druga to skrócona prezentacja możliwości programu.

Pierwsze uruchomienie GUI Hollywooda wywołało u mnie zaskoczenie. sądząc po wielkości ISO spodziewałem się bowiem znacznego zwiększenia liczby dostępnych przykładów stworzonych z wykorzystaniem Hollywood, tymczasem nastąpiła tutaj istotna redukcja. Jak tłumaczy autor, usunął część leciwych, a także część banalnych skryptów. Moim zdaniem to błąd, gdyż od czego ma zaczynać początkujący użytkownik, jak nie od analizy kodu najprostszych, oczywistych programików. Inna sprawa, że z bazy zniknęły nie tylko trywialne przykłady, kilka z nich jak np. niektóre cractra, czy klon Pac-Mana to rzeczy dosyć zaawansowane, z których stworzeniem, choć nie należę do „hollywoodzkich nowicjuszy”, sam bym sobie pewnie nie poradził. Na szczęście te ostatnie produkcje, mimo iż nie znalazły się na płycie nie zostały usunięte w niebyt, można je bowiem pobrać z oficjalnej strony programu.

Baza skryptów, pomimo że pomniejszona to jednak wzbogaciła się o kilka nowych pozycji obrazujących możliwości wersji szóstej. Poza wspomnianym już intrem, które pokazuje siłę Hollywood w kwestii obsługi ruchomych warstw, Falkenhahn dorzucił do programu przynajmniej jeszcze trzy nowe skrypty i uaktualnił kilka innych. Dwa z nich są kolejnym potwierdzeniem tezy, że z każdą kolejną wersją Hollywood w coraz mniejszym stopniu jest typowym narzędziem do tworzenia prezentacji multimedialnych, a coraz bardziej zasługuje na miano pełnoprawnej platformy programistycznej, dzięki której, w przeciwieństwie do takiego np. Amosa (z którym przedmiot tej recenzji bywa czasami porównywany), można tworzyć oprogramowanie pozostając w całkowitej zgodzie z wytycznymi systemu operacyjnego Amigi.

Skrypty na stronie programu

Skrypty na stronie programu

Docky Demo – to jak sama nazwa wskazuje przykład programiku typu docky, działającego pod kontrolą systemowego Amidocka. Docky demo możemy konfigurować za pomocą menu kontekstowego. Jedną z opcji jest uruchomienie docky animowanego. Muszę przyznać, że jest to, może poza dodatkami dla playera TuteNet, jedno z najatrakcyjniej prezentujących się docky, jakie widziałem.

Menu Demo – tutaj też nazwa mówi sama za siebie. Dotychczas oczywiście oprogramowanie tworzone w Hollywood mogliśmy wzbogacić o menu. Przy odrobinie pracy, takie menu mogło nawet wyglądać podobnie jak menu systemowe. Jednak dopiero edycja Epiphany wprowadziła w tym względzie zmiany, które umożliwiają wykorzystywanie systemowego menu, dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej czyni to np. Workbench.

VideoFX – ostatni z przykładów w przeciwieństwie do poprzedników być może nie kojarzy się z tworzeniem oprogramowania bezpośrednio pod system, za to bez dwóch zdań prezentuje się najefektowniej. W szóstej odsłonie programu zaszły spore zmiany na plus w zakresie obsługi warstw wideo, jak również samego wyświetlania filmów, które w przypadku systemu AmigaOS 4 wspierane jest sprzętowo przez Radeony HD. Opisywane demo prezentuje słynny film stworzony w Blenderze „Big Buck Bunny”. W czasie jego odtwarzania możemy na żywo podawać go edycji, czyniąc film półprzezroczystym, obracając go, odbijając obraz w poziomie i pionie. Możemy też użyć innych efektów jak pikselizacja, czy np. nadanie filmowi kolorów sepi. Filtrów do dyspozycji jest więcej i zabawa z nimi może u niejednego amigowca wywołać opad szczęki, zwłaszcza że wszystko, co robimy dzieje się w czasie rzeczywistym!

Swego czasu udzielając wywiadu dla podcastu Amiwigilia ośmieliłem się stwierdzić, że na Amigę nie ma żadnego programu do edycji wideo. To twierdzenie wciąż podtrzymuje, bo dwie pchełki w postaci Videoeditora i VideoClippera, będące w rzeczywistości jedynie skleconymi na prędce nakładkami na Mplayera i FFMpega, charakteryzującymi się małą użytecznością za to dużą wiechliwością. Nie są więc dla mnie nawet namiastką edytora. Tymczasem to proste krótkie demko o taką namiastkę niemalże się ociera. Myślę, że stworzenie poważnego jak na amigowe warunki edytora wideo jest teraz dzięki Hollywood całkiem realne i mam nadzieję, że znajdzie się człowiek, który podejmie ten temat.

Po przeanalizowaniu przykładów praktycznych postanowiłem zapoznać się tekstowym z opisem zmian. Ich ilość jednak mnie przeraziła, okazało się, że wszystkich nowinek, poprawek błędów i uaktualnień wprowadzonych w wersji 6.0 jest aż około 750! Przyznam się, że chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się poddać czytając dział historia dotyczący zmian wprowadzonych w jakimkolwiek amigowym programie. Przy Hollywood Epiphany, zrobiłem to po raz pierwszy, przyswojenie i zapamiętanie tego wszystkiego za jednym podejściem wydaje się niemożliwe.

Równie imponująco wygląda dokumentacja do programu, która liczy sobie teraz, bagatela 832 strony dokumentu PDF! Na szczęście Airsoft Softwair pozostawił także dokumentacje w formacie Amigaguide, która ze względu na objętość tekstu może okazać się zbawienna, zwłaszcza dla użytkowników słabszych konfiguracji. Nie będę Was zanudzał szczegółowym opisem zmian, powiem, tylko że większość dotyczy wprowadzenia nowych komend i funkcji, które zainteresują głównie programistów. Zwykli użytkownicy skorzystają z nich zapewne dopiero wówczas, kiedy funkcje te zostaną wprowadzone w postaci opdowiednich opcji w przyszłych wersjach Designera.

To, co może zainteresować przeciętnego Kowalskiego już dziś to poszerzenie platform, dla których możemy skompilować swoje dzieło o Linuxa opartego o architekturę ARM (w sumie w opcjach kompilatora mamy na tym polu już 16 różnych możliwości). To ewidentny ukłon w stronę użytkowników Raspberry Pi. Osobiście, z powodu braku odpowiedniego sprzętu nie miałem jeszcze okazji, by w praktyce przekonać się jak działa taka kompilacja.

Kompilacja

Kompilacja

Drugą rzeczą, na którą na szczęście już mogłem z zadowoleniem przetestować w praktyce, jest przepisana obsługa AHI. Pozornie mało spektakularna rzecz, ale zapewniam, że bardzo ważna.
Pracując z Designerem nie raz przekonałem się o tym, jak upierdliwa i problematyczna była dotychczasowa mechanika obsługi dźwięku. W zasadzie normą przy tego typu multimedialnych programach jest praca z wykorzystaniem pełnego multitaskingu. Wiadomo, że tworząc prezentację, często równocześnie mamy uruchomioną przeglądarkę internetową, by szukać odpowiednich materiałów, czy też np. program graficzny, by dostosować grafikę do potrzeb naszego dzieła. W moim przypadku 90% uruchomień Gimpa wiąże się z pracą w Hollywood. Oba te programy znakomicie się uzupełniają i na moim komputerze tworzą swoisty tandem.

Gimp to oczywiście program graficzny, który teoretycznie nie ma nic wspólnego z dźwiękiem. Problem w tym, że uruchomienie Gimpa powoduje także uruchomienie X-Serwera, a ten już odpowiednie kanały audio sobie rezerwuje. Dotychczas, w sytuacji, kiedy grafikę sobie obrobiłem, wkleiłem do Designera, po czym wcisnąłem przycisk „play”, by zobaczyć jak owa grafika wkomponowała się w prezentację, to w przypadku gdy produkcja zawierała dźwięk (a moje prezentacje w zasadzie w 100% zawierają muzykę czy nagrania lektorskie), jedyne co dane było mi zobaczyć to komunikat o niemożności odtworzenia prezentacji ze względu na problem z odtworzeniem sampla „xyz”. Co gorsza, nawet zamknięcie Gimpa i Cygnixa nie likwidowało już kłopotu.

Dokuczliwy problem został rozwiązany dopiero z bieżącą odsłoną Hollywood, dlatego też zmianę w obsłudze AHI chciałem szczególnie podkreślić, gdyż jest ona dla mnie dużo ważniejsza od bajerów pokroju obsługi dwóch monitorów, która to możliwość również została wniesiona przez Epiphany.

Okręt flagowy ze stajni Airsoft Softwair umożliwił powstanie sporej liczby innego wartościowego software, że wspomnę tylko sklep Amistore, serwer Ftp A-FTP czy grę Quartet. Od lat pozostaje klasą samą w sobie i choć nie jest tani, pozostaje jednym z nielicznych programów w amiświecie, na którego warto wydawać pieniądze. Przez pewien czas w wyniku różnych zawirowań aplikacji nie można było kupić. Dziś na szczęście to już przeszłość i każdy, kto chce może rozpocząć swą przygodę z programem o ile zdecyduje się na wydatek 99 euro. Posiadacze poprzednich wersji za aktualizację zapłacą o 40 euro mniej.

O Mufa