RetroKomp 2015 – raport

W dniu dniach 16 – 18 października odbyła się kolejna edycja, jednej z największych imprez poświęconych starym komputerom RetroKomp. Kulminacja imprezy miała miejsce w sobotę 17 października. W ubiegłym roku wyjątkowo nie mogłem pojawić się w budynku GAKu, tym razem nie miałem zamiaru odpuścić więc bez wahania udałem się w podróż do Gdańska. Tegoroczny Retrokomp był dla mnie z kilku względów wydarzeniem wyjątkowym. Po raz pierwszy od czasów toruńskiego Toronto Meeting, które odbyło się w 2003 roku, jechałem w charakterze zwykłego gościa, a nie wystawcy. Po raz pierwszy też na tego typu imprezę zabrałem całą swoją rodzinę (2 lata temu na RK był ze mną tylko syn). Ponieważ tak się złożyło, że z piątku na sobotę miałem nocną zmianę i chciałem odespać, chociaż te 4 godziny po pracy, podróż rozpocząłem stosunkowo późno. Ta jednak upłynęła bez przeszkód i o godzinie 13:00 byłem już na miejscu, udało się nawet znaleźć jedno wolne miejsce na mocno zatłoczonym parkingu.

Pusta górna sala potęgowała wrażenie skromniejszej imprezy

Pusta górna sala potęgowała wrażenie skromniejszej imprezy

Po wejściu do środka nasunęła mi się jedna refleksja niby jest tłum, niby masa komputerów, niby bogato jak zawsze, a jednak impreza jakby się skurczyła. Co ciekawe nie było to tylko moje wrażenie, syn w jednym z pierwszych zdań zapytał „Tato czemu jest wszystkiego mniej„. Nie wiem być może to, tylko nasze złudzenie. Zauważyłem jednak też kilka minusów, które już z pewnością złudzeniem nie były. Może wyjątkowo zacznę właśnie od rzeczy kontrowersyjnych. Zaznaczam przy tym, że szanuję czas i poświęcenie organizatorów, fakt, że przygotowania trwały wiele dni, że zapewne niektórzy musieli brać specjalnie urlopy oraz poddać się innym wyrzeczeniom. Moje uwagi nie są po to, by się ich czepiać, tylko po to, by dać kilka tematów do przemyśleń i po to by impreza w przyszłości była jeszcze bardziej udana. Zacznę może od samego początku, czyli biletów. Oczywiście zakupiłem 4 sztuki i zgodnie z zaleceniami przypiąłem bransoletkę. Gdy wszedłem na salę i rozejrzałem się dookoła, bransoletkę miał może co dwudziesty uczestnik. Nie dziwota nikt przecież tego nie sprawdzał i każdy mógł wejść prosto z ulicy. Oczywiście wiem, że sporo osób miało identyfikatory. Zdaję sobie sprawę, że pewnie część osób kupiła wejściówki, a nie chciało im się zakładać opasek. Wiem też z rozmów z organizatorami w poprzednich latach, że Ci zdają sobie sprawę, że część osób wchodzi na lewo. Pytanie tylko jaka to część? Bo jeśli za free wchodzi zdecydowana większość…?

Druga powiązana z tym sprawa, piwo. Bywam na RK od 2012 roku i wiem, że wnoszony browar to stały widok od samego początku. Jednakże kwestia skali zdecydowanie się zwiększyła, o ile przed dwoma laty prywatny towar stanowił na oko ze 20% całości wypitego złocistego trunku, teraz piwo „ze sklepu za rogiem” stanowiło znaczącą większość. Powiem tylko tyle że jako breloczek do kluczy noszę otwieracz do butelek i był to zdecydowanie najczęściej używany przeze mnie rekwizyt, o którego pożyczenie prosiła mnie już nawet nie wiem jak duża liczba osób. Oczywiście chętnie pomagałem i życzyłem smacznego, wszak mnie osobiście wcale taka sytuacja nie przeszkadza. Pytanie tylko o gościa prowadzący bar? Czy on również był zadowolony? Pomyślałem też co na to wszystko może pomyśleć księgowy z GAKu, kiedy facet z baru powie, że w przyszłym roku to on już stoiska nie wynajmuje, bo i tak każdy ma swoje piwo, a w dodatku zobaczy, że wpływy z biletów znacząco zmalały? Przecież organizacja takiej imprezy kosztuje, ludzie zużywają prąd, wodę w toalecie itp, itd. Oby nigdy nie musiał powiedzieć, „panowie w następnym razem szukajcie sobie innego lokalu, tudzież możemy was gościć, ale cena wejściówki drastycznie wzrośnie„. Oczywiście nie znam wysokości wpływów za bilety i piwo, być może w stosunku do poprzednich lat wcale nie były takie złe, a ja przesadzam kreśląc czarne scenariusze. Niemniej nie ulega wątpliwości, że te wpływy mogłyby być większe.

Na sali głównej ruch w interesie był zdecydowanie większy

Na sali głównej ruch w interesie był zdecydowanie większy

Odnośnie alkoholu, to nie widziałem w poprzednich latach na RK mocniejszych trunków (pewnie inaczej było na LE, ale to już zupełnie inna zamknięta część imprezy dla dorosłych). Teraz naprawdę trzeba było się mocno starać by nie zauważyć niby pokątnie przemycanej „czyściuchy”, a grupa sceniarzy wręcz całkowicie jawnie raczyła się bursztynowym napojem. Ogólnie po sali kręciło się trochę osób wyraźnie wstawionych (czego w poprzednich latach też nie widziałem). Znowu chcę wyraźnie podkreślić, że ja osobiście nic do tego nie mam, nie jestem jakimś zatwardziałym orędownikiem prohibicji, nie jestem abstynentem (zresztą w czasie imprezy też zaliczyłem cztery browary) i sam lubię się napić czegoś mocniejszego. Niemniej chciałbym przypomnieć, że RetroKomp nie ma charakteru zamkniętego, przeznaczonego dla zaprawionych w bojach samców, lecz otwartego pikniku rodzinnego. Przychodzą tam też całe rodziny, często z małymi dziećmi w wieku przedszkolnym. Nie wiem, czy im również nie przeszkadza widok facetów raczących się gorzałą i czy w związku z tym postanowią odwiedzić ponownie imprezę w następnych latach?

To są rzeczy które daję organizatorom po rozwagę do przemyślenia. Oczywiście nie chciałbym, aby RetroKomp miał się przekształcić w „bal sztywniaków” a organizatorzy w żandarmów z pałkami. Niemniej w myśl powiedzenia „daj palec a wezmą ci całą rękę”, które jak się wydaje obserwując poszczególne edycje w przypadku RK ma wręcz modelowe zastosowanie, nie wydaje mi się by pozostawienie biegu rzeczy samemu sobie wyszło tej imprezie w przyszłości na zdrowie. No chyba, że zwycięży opcja zamkniętej imprezy dla sceniarzy, wtedy można by zastosować nawet zasadę „hulaj dusza, piekła nie ma”, jednak jeśli to ma być dalej połączone z imprezą rodzinną, raczej nie można tak dalej patrzeć na wszystko przez palce.

Fanty przywiezione z imprezy

Fanty przywiezione z imprezy

Chciałbym przy tym od razu zaznaczyć, że absolutnie nie mam pretensji do nikogo z uczestników, którzy raczyli się swoim alkoholem. Wiem, że bawiliście się kulturalnie, fajnie mi się z Wami rozmawiało, nie słyszałem też o żadnych szarpaninach, uszkodzonym sprzęcie czy innych nieprzyjemnych incydentach. Ogólnie ludziska na imprezie jak zwykle zachowywali się na poziomie i oby zawsze było tak w przyszłości.

Z zupełnie innej beczki mam też pewne zastrzeżenia co do godzin rozpoczęcia eventów. Gdy dotarłem na miejsce, było już w zasadzie po zawodach w konkursie łamaczy joysticków, czy po wyborach na Game Dev. Oczywiście ktoś może powiedzieć, zresztą całkiem słusznie, że robię tutaj trochę prywaty i że sam jestem sobie winien, bo powinienem ruszyć tyłek i zadbać, by na imprezie być szybciej. Myślę, jednak że nie tylko ja nie zdążyłem załapać się na te atrakcje. Jednak warto pamiętać, że sporo osób przyjechało naprawdę z daleka. Wreszcie, nawet jeśli ktoś był z Gdańska, to trzeba brać po uwagę, że w dzisiejszych czasach część ludzi w sobotę pracuje. Dodam, że nawet jeśli ktoś jest miejscowy i nie pracuje, to jako ojciec i mąż z własnego doświadczenia wiem, że sobota to taki dzień gdzie rano załatwia się zakupy i inne sprawy, a czas na rodzinny wypad jest zazwyczaj po południu po obiadku. Tak więc wydaje się, że optymalnym czasem do przeprowadzenia tego typu atrakcji, powinny być godziny popołudniowe. Zdaję sobie sprawę, że ciężko to wszystko upchać w krótkim czasie (wszak po południu były inne wydarzenia jak wykład Adama) niemniej w poprzednich latach jakoś się to udawało.

To tyle moich dygresji, które co jeszcze raz chcę podkreślić nie są z mojej strony żadną formą czepialstwa czy wbijania szpili, a jedynie propozycją tematów do przemyśleń i troską o przyszłość imprezy. Teraz przechodzę już do właściwego raportu i pisaniu o rzeczach pozytywnych oraz przyjemnych, których jak zwykle na RetroKompie nie brakowało.

Jak już pisałem na miejsce dotarłem o godzinie 13:00, pomyślałem, że to chyba ulubiona godzina dla mediów, bo jak zwykle na Retrokompie o tej porze z łatwością można było dostrzec ekipy z radia i TV. Zauwazyłem, że po salach z mikrofonem biegała także dziewczyna udzielająca się na znanym videoblogu Dekompresor. W stosunku do imprezy sprzed dwóch lat nieznacznie tylko zmieniło się rozmieszczenie stoisk. Nadal na górze mieliśmy do dyspozycji dwie połączone sale. Przy czym o ile przed dwoma laty, kiedy prezentowałem X1000 był tam wydzielony niewielki kącik dla nextgenów oraz big screen przeznaczony do prezentacji, teraz całość zajmowały ławy ze sprzętem retro. Nowinką, którą nie widziałem w poprzednich latach była gablota z całkiem pokaźną kolekcją retro kalkulatorów i innych maszyn kieszonkowych.

Gablota z kalkulatorami

Gablota z kalkulatorami

Na górnym korytarzu przed wejściem do sal rozłożył się Adam Zalepa, z którym współpracowałem już od jakiegoś czasu, jednak dotąd znaliśmy się jedynie w sieci. Spotkanie w realu okazało się bardzo pozytywnym przeżyciem. Adam to człowiek uśmiechnięty, pełen energii i optymizmu. Z początku nie byłem nawet pewien czy osoba stojąca przed stoiskiem to na pewno on. Zresztą dodam jako ciekawostkę, że po jego wykładzie niektórzy ludzie z zaskoczeniem komentowali, że tak właśnie wygląda Adam, gdyż z uwagi na jego wielki dorobek pisarski sądzili, iż musi być to ktoś przynajmniej z rocznika Marka Pampucha. Na stosiku Adama były specjalne plakaty z okazji 30-lecia Amigi, które każdy mógł zabrać sobie do domu. Mała rzecz a cieszy. Było oczywiście także trochę rzeczy do kupienia, w postaci książek i czasopism wydawanych przez A2. Jako osoba współpracująca przy tych pismach mam ten przywilej, że nie muszę płacić. Zaopatrzyłem się więc w 5 numer Amigazynu, którego jeszcze nie miałem oraz w najważniejszą nowość mającą swą premierę na tej imprezie multiplatformowy magazyn Retrokomp.

Stoisko wydawnictwa A2

Stoisko wydawnictwa A2

Wcześniej czytałem na amigowych portalach różne opinie na temat takiego projektu. Duża część amigowców stwierdziła, że nie będą go kupować, że szkoda czasu na coś, co nie będzie w całości poświęcone Amidze. Ja natomiast muszę powiedzieć, że mam mocne przeczucie, iż Retrokomp będzie dla niektórych magazynem bardziej atrakcyjnym od Amigazynu. Zwłaszcza mam tutaj na myśli czytelników, którzy nie lubią tasiemcowych kursów (a po rozmowach na imprezie wiem, że są tacy). Dodam, że poza mną, w gazecie udzielają się jeszcze tak uznani amigowcy, jak Radzik (dzięki za fajny i długi wywiad ze specem od Hollywood), Slayer, Tfardy, Sachy, Marcin Libicki czy wreszcie sam Adam Zalepa. Dodam wreszcie, że na moje oko w pierwszym numerze RetroKompa artykuły amigowe stanowią ponad 60%, a teksty z innych platform nie skupiają się na jakiejś specyficznej dłubaninie w sprzęcie itp. Najczęściej bowiem stanowią opisy zestawów najlepszych gier czy świeżych dem, których jak mniemam choćby dzięki dostępnym emulatorom będzie miał okazję doświadczyć także niejeden amigowiec.

Magazyn Retrokomp

Magazyn Retrokomp

Rozmowa z Adamem nie trwała zbyt długo, gdyż ten spieszył się na swoją prelekcję. Pospiesznie udałem się więc na główną salę gdzie nie zabrakło znajomych twarzy. Był Krashan posilający się akurat hamburgerem, był też tradycyjnie silny zaciąg ze Śląska, z Lokatym na czele, z którym znamy się jeszcze z czasów spotkań GGUA i eXec Party. Uciąłem sobie z chłopakami pogawędkę na rzeczowe tematy, takie jak Amigazyn, Alfabet Amigi i kilka innych spraw związanych z amigowaniem. Potem przyszedł czas na wystąpienie Adama. Ten opowiadał długo i ciekawie, aczkolwiek trzeba przyznać, że słuchacze, którzy przeczytali wcześniej książkę „Zapomniana Królowa Maszyn” w dużej mierze usłyszeli to, co zostało tam napisane. Końcówka wystąpienia odbywała się już w mocno luźnej przeplatanej żartami atmosferze. Jeden z Atarowców poinformował np. że na znanym portalu spór pod tytułem „Atari kontra C64” ma już ponad 400 stron! Przyznam, że trochę mnie to zszokowało, a przy okazji uświadomiło, że wojenki Mos vs AOS 4, są niczym wobec walk toczonych przez zaprawionych w bojach weteranów działających od dziesięcioleci;)

Prelekcja Adama Zalepy

Prelekcja Adama Zalepy

Tych wojenek zresztą na miejscu nie było widać. Po prezentacji Adama natychmiast podszedł do mnie Drako, którego z początku nie poznałem, gdyż widziałem go bodaj tylko raz na eXec Party 2 w 2009 roku i wtedy chyba nie miał tak bujnej brody. Serdecznie się przywitał i niemal z marszu zaproponował mi wypożyczenie swojego Maca G5. Potem zresztą pomagał mi w testowaniu systemu Morphos. Pomocną rękę wyciągnął także Krashan, który na moją prośbę przetestował kilka rzeczy na swoim Maku Mini (konkretniej o testach Morphosa napiszę w osobnym artykule). W zasadzie jedyną osobą, która lekko mnie podszczypywała o jakieś dawne sprawy związane z forum był inny członek CHAL, MarioDJ, ktorego, nawiasem mówiąc, wcześniej nie znałem i na forach z nim raczej nie dyskutowałem. Przy czym mówiąc „podszczypywał”, pisze trochę pół żartem, gdyż generalnie Mario to spoko gość i rozmowa toczyła się w przyjaznej atmosferze, o czym może świadczyć to zdjęcie.

Zagorzały uzytkownik AmigaOS 4 bratający się z członkiem CHAL

Zagorzały uzytkownik AmigaOS 4 bratający się z członkiem CHAL

Zajęty różnymi rozmowami prawie zapomniałbym, że przecież przyjechałem na miejsce z rodziną. Dzięki uprzejmości Toma Raina, który jak zwykle nie zawiódł i wystawił całą kolekcję swoich Amig można było pograć w Mortal Kombata II. Dałem się namówić na kilka partyjek z synem. Pomimo że od lat nie grałem w to amigowym joystickiem (co była naprawdę fajnym przeżyciem) udało mi się wygrać 3:1. Widać forma z dawnych lat jeszcze nie do końca wyparowała;) (oczywiście na nowych Mortalach z Playstation nie miałbym z nim żadnych szans).

Potyczka w Mortal Kombat II

Potyczka w Mortal Kombat II

Nieco wcześniej odbyła się celebracja 30 urodzin Amigi. Jej kulminacją był pokaz dema na BigScreenie, które odwoływało się m.in. do kultowych gier, jakie powstały na nasz komputer. Animacja była naprawdę świetna i zasłużenie zebrała gromkie brawa od publiczności. W drugiej części zaprezentował się na scenie tancerz, wyposażony w tradycyjny rekwizyt, czyli białe rękawiczki, rytmicznie wyginający się przy dźwiękach techno. Czas na tegorocznej imprezie mijał mi znacznie szybciej niż wówczas, gdy byłem wystawcą i niejako „pilnowałem stolika”. Mnogość, atrakcji, rozmów, testy systemu Morphos, wszystko to sprawiło, że nie znalazłem nawet czasu, by przywitać się z wszystkimi organizatorami. Z Mccnexem, który tradycyjnie siedział na swoim miejscu w rogu sali, przed kilkucalowym monitorem podłączonym do swojej Amigi 1200, zamieniłem dosłownie jedno czy dwa zdania. Chciałem porozmawiać i uzyskać jakieś materiały na temat konkursu Game Dev z Tfardym, lecz ten walczył akurat z jakimś interfejsem na ZX Spectrum i był zajęty rozmową z innymi ludźmi. Przełożyłem więc sprawę na potem, ale jak to zwykle bywa nie było już na to czasu.

Jak to na hucznych urodzinach, musi być i taniec

Jak to na hucznych urodzinach, musi być i taniec

Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o otoczce gastronomiczno-handlowej. Tak jak w poprzednich latach na imprezie było stoisko z gadżetami, gdzie można było nabyć wszelkiego rodzaju, kubki, koszulki, poduszki i tym podobne rzeczy związane z grami i komputerami retro. Tym razem będąc chyba pod wpływem niedawno rozegranego pojedynku, kupiłem synowi podkładkę pod mysz z wojownikiem z Mortal Kombat. Dobrym, aczkolwiek nieco ryzykownym jak na drugą połowę października, krokiem było wyprowadzenie stoiska gastronomicznego na zewnątrz. Na szczęście było w miarę ciepło i nawet ludzie ubrani jedyni w T-shirty nie umierali z zimna. Dzięki temu, że gastronomia była na dworze, po pierwsze trochę więcej miejsca zrobiło się w środku. Po drugie na zewnątrz można było rozłożyć stoły pod parasolami, co skutkowało tym, że ludzie mieli możliwość napicia się piwa, kawy czy zjedzenia hamburgera, bezpośrednio tam, uwalniając się od konieczności posiłkowania się przy stoiskach z komputerami, gdzie zawsze nieopatrznie może się coś wylać.

Stoisko z gadżetami

Stoisko z gadżetami

Ostatnią dłuższą rozmową, jaką na spokojnie przeprowadziłem była ta z Phibrizzo, osobą której w realu osobiście też przedtem nie miałem okazji poznać. Ucieszyłem się z tego powodu, gdyż akurat zajmuję się teraz tematem zbierania materiałów o Polakach którzy tworzą na AmigaOS 4 (a Robert miał taki epizod). Robert to bardzo spokojny i miły człowiek. Nie dowiedziałem się jednak od niego zbyt wiele gdyż to Phibrizzo niczym rasowy dziennikarz ustawił się z krzesłem na przeciw biorąc mnie na spytki. Ogólnie więc nasza konwersacja przypominała raczej wywiad udzielany przeze mnie Robertowi. Mimo to gawędziło się przyjemnie. Niestety w czasie rozmowy moja druga połowa, która nie podziela moich zamiłowań do tematyki amigowej, zaczęła już dawać wyraźne sygnały do odwrotu. Z żalem musiałem więc zakończyć naszą konwersację pożegnać się z rozmówcą, jak i spotkanymi po drodze znajomymi i opuścić tę jak zawsze udaną imprezę.

Ja i Phibrizzo

Ja i Phibrizzo

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim organizatorom za zaangażowanie, wkład i pracę, oraz za to, że „kanapowa impreza dla garstki” jaką miało być pierwotnie „Spotkanie amigowców z Północy” przerodziła się w tak zdumiewający rozmachem event, jak RetroKomp.

Konkursy
Jak już wspomniałem nie zdążyłem się załapać na konkurs Game Dev, jako osoba spoza sceny nie byłem też tradycyjnie na Load Error. Nie wiem też, w jakich grach zmagali się uczestnicy konkursu łamaczy joysticków. Z konieczności mój komentarz musi tutaj być skromniejszy niż w poprzednich latach, gdyż nie opiera się na tym, co widziałem na żywo, a jedynie na różnych doniesieniach, które można znaleźć w internecie. O ile wiem w tegorocznym konkursie gier, zabronione było używanie kreatorów typu Backone, co samo w sobie powinno wpłynąć pozytywnie na poziom wystawionych produkcji. Jak pamiętamy w poprzedniej edycji, poza Montezuma Revenge, wszystkie pozostałe amigowe produkcje solidarnie okupowały dolne pozycje rankingu. Tym razem gra na Amigę także nie wygrała i musiała uznać wyższość produkcji na NESa The Wizard Story Unknown. Drugie miejsce to już jednak produkcja na „przyjaciółkę” Tanks Furry, będąca rozbudowanym klonem klasycznej gry Thanks. Jak na produkcję amatorską prezentuje się całkiem nieźle i bezwzględnie wyprzedza wszystko to, co miałem okazję zobaczyć w analogicznym konkursie przed dwoma laty.

Dodam, że pewnego rodzaju utrudnienie, jakim było postawienie tamy dla kreatorów typu Backbone nie odbiło się negatywnie na ilości produkcji dla Amigi, których było aż 7 (na 16 wystawionych). Co najważniejsze tym razem nie było sytuacji typu „odwróć tabelę Amiga na czele”. Gry bowiem dosyć równomiernie rozłożyły się w rankingu stworzonym przez głosujących, zajmując odpowiednio 2, 5, 7, 8, 9 i 2 razy 13 miejsce.

Last train by Danzing to z kolei zwycięska produkcja ze stajni Ghostown & Haujobb w Amiga Demo Compo. Demonstracji w zasadzie niczego nie można zarzucić, no może poza tym, że jest trochę krótka (ewentualnie jeszcze mogę dodać prywatnie, że gra nie uruchamia się pod A1, a jak wiadomo pewna część dem dla 060 + AGA nie ma z tym problemu). Efekty, wstawki graficzne oraz muzyka są na dobrym poziomie, a tematem przewodnim jak łatwo odgadnąć po tytule jest ciuchcia. Pozostałych produkcji na Amigę nie miałem okazji oglądać, ale dodam, że w sumie było ich aż osiem, co według ocen sceniarzy jest wynikiem bardzo dobrym.

Na zakończenie coś na dobry humor, czyli pierwsze miejsce w kategorii Wild.

O Mufa