Rys historyczny
Jak pewnie wiadomo większości z Was, bardzo niewiele brakowało aby Amiga była flagowym produktem nie Commodore ale właśnie Atari. Wszystko za sprawą (niedawno zmarłego) Jacka Tramiela, człowieka polskiego pochodzenia, który, odchodząc skłócony z Commodore zapowiedział że zrobi wszystko by jego dawny koncern rozłożyć na łopatki. Tramiel w połowie lat 80-tych zdawał sobie sprawę że już nie 8-bitowce ale komputery 16-bitowe mogą przeważyć szalę zwycięstwa. W 1984r Atari wspomogło finansowo Amigę a następnie zaproponowało wykup jej akcji, ostatecznie jednak oferta została przelicytowana przez Commodore. Tramiel musiał zatem wprowadzić w życie plan alternatywny, stworzyć w krótkim czasie komputer mogący konkurować z Amigą. Na szczęście nie był sam, wraz z Polakiem do Atari przeszło wielu utalentowanych inżynierów, między innymi mający duże zasługi w stworzeniu legendarnego Commodore 64 Shiraz Shivji. Nazwany potem „ojcem Atari ST”, wraz z zespołem sześciu innych inżynierów w ekspresowym tempie zaledwie 5 miesięcy opracował prototyp 16 bitowego komputera o bardzo dużych możliwościach. Maszyna została zaprezentowana w styczniu 1985r na targach CES w Las Vegas. Szybko, szczególnie w Europie stała się komercyjnym hitem, w pierwszych latach ewidentnie dystansując na tym polu Amigę.
Komputer ten sprawdzał się nie tylko jako fantastyczna maszyna do gier, ale dzięki wbudowanemu MIDI i znakomitemu oprogramowaniu był uznawany za profesjonalne narzędzie cenione przez muzyków. Wśród całej plejady gwiazd wykorzystujących Atari ST można znaleźć m.in. Depeche Mode, Jeana Michela Jarre, Fatboy Slima, The Chemical Broders czy naszych rodzimych przedstawicieli takich jak Kazik Staszewski i Czesław Niemen. W 1988r wraz z upowszechnieniem się debiutującej rok wcześniej na rynku Amigi 500. Atari ST utraciło inicjatywę, wprowadzenie kolejnych coraz lepszych modeli nie odmieniło już niestety tego faktu. Dalsze burzliwe losy Atari to już jednak temat na odrębny artykuł, w niniejszym tekście chciałbym przedstawić jedynie narzędzie, które pozwala amigowcom na zapoznanie się z możliwościami „odwiecznego rywala”.
Emulator
Hatari pozwala na udawanie maszyn Atari ST i STE oraz w ograniczonym zakresie TT i Falcon. Obsługuje niemal wszystkie procesory jakie pojawiły się na tej platformie czyli 68000, 68010, 68020, 68030 + FPU i 68040. Oferuje trzy tryby taktowania, odpowiednio 8Mhz, 16MHz i 32 MHz. Ponadto istnieje mozliwość emulacji blittera oraz falconowskiego DSP. Nasze wirtualne Atari możemy wyposażyć maksymalnie w 14MB RAM jak również dysk twardy (działają też rzecz jasna wirtualne obrazy dyskietek). Tematem który bardzo interesuje większość miłośników emulacji jest obsługa joysticków, informuję że Hatari nie ma z obsługą padów najmniejszych problemów.
W opcjach emulatora znalazłem także emulację drukarki, modemu i MIDI, przyznam się jednak bez bicia że nie sprawdzałem na ile dobrze działa to pod amigową wersją Hatari. O tym że amigowa wersja może mieć pewne braki świadczy opcja zrzucania obrazu do postaci wideo, jest co prawda tworzony jakiś plik avi, ale żadnym programem (przynajmniej na Amidze) nie udało mi się tak nagranego filmu odtworzyć. Lepiej jest z obrazami statycznymi, z poziomu Hatari możemy zgrabować obraz do pliku BMP, z którym to już nie ma problemów. Do wszystkich opisywanych opcji (i jeszcze kilku mniej ważnych których tu nie przedstawiłem) mamy dostęp w każdym momencie, po wciśnięciu przycisku F12. To w zasadzie wszystko co można by powiedzieć o możliwościach samego Hatari.
Dodam tylko że program nigdy nie sprawiał mi problemów od strony kompatybilności (z wyjątkiem kilku pozycji dla Falcona), czy szybkości, nawet w czasach gdy wykorzystywałem jeszcze Amigę One G4 XE, przy czym nie odczuwałem potrzeby uruchamiania bardziej wymagającego softu, typu klony Dooma itp. koncentrując się głównie na starszych pozycjach sprzed mniej więcej 20 lat. Generalne wymagania programu to procesor 500MHz dla Atari ST, STE i 1.5GHz dla Falcona. Warto również zaopatrzyć się w obraz systemu TOS, aczkolwiek nie jesteśmy skazani na przeżywanie rozterek natury moralnej i prawnej, gdyż można uzyć darmowego zamiennika w postaci EmuTOS, który w większości przypadków sprawdza się znakomicie.
Oprogramowanie
Panuje przekonanie że emulacja Atari ST dla amigowego gracza jest mało atrakcyjna, gdyż w zasadzie wszystkie gry powstałe do 1992r wydawane były na obie platformy, a jeśli już zdarzały się wyjątki od tej reguły, to na korzyść Amigi. Dużo w tym prawdy ale nie do końca. Na sieci z łatwością znajdziemy listy ekskluzywnych gier dla Atari ST, jak choćby ta, które dowodzą że tytułów dostępnych dla ST, których nie uświadczysz na Amidze jest więcej niż setka. Oczywiście nie ma wśród nich żadnych hitow na skalę światową, raczej to proste produkcje, nie rzadko robione przez małe, czasami jednoosobowe studia. W przeważającej większości są to bowiem produkcje z lat 86-88, kiedy Atari już zdążyło wedrzeć się do domów graczy, a Amiga dopiero czaiła się do wielkiego skoku. Niemniej fani staroci, a w szczególności ludzie mający wcześniej do czynienia z małym Atari, mogą wyłowić kilka perełek. Mi jako posiadaczowi Atari 800XL, brakowało na Amidze wiernych konwersji takich starych hitów jak Miner 2049’er, Mr. Robot, Karateka czy Moon Patrol na ST takie konwersje są. Mimo że pochodzą z czasów kiedy ludzie dopiero uczyli się programować na 16-bitowych komputerach, co za tym idzie w niewielkim stopniu wykorzystują potencjał ST i często wyglądają zaledwie nieznacznie lepiej od swych 8-bitowych pierwowzorów, to jednak zawsze stanowią jakiś tam krok na przód, który jest nie lada gratką dla ludzi mających miłe wspomnienia z tym czy innym tytułem. Oczywiście samo Atari Corporation było w latach 80-tych też istotnym wydawcą więc poza drobnicą wytrawny poszukiwacz wyłowi też pewną liczbę większych i smaczniejszych
tytułów za ktorymi stoi firma matka, takich jak np. Atari Grand Prix.
Osobny temat stanowią gry wspólne dla obu platform, nie zawsze było tak że dana gra była tworzona na Amigę a potem niedbale konwertowana na Atari, wbrew temu co myślą dumni amigowcy, często sytuacja wyglądala zgoła odwrotnie. Warto więc spróbować uruchomić swój ulubiony tytuł równie na ST, a nuż okaże się że gra w wersji na tę platformę „smakuje lepiej”. Ostatnim rzeczą przemawiającą akurat w moim przypadku na za dla Hatari jest możliwośc zapisywania stanu gier w dowolnym momencie. Oczywiście takie rozwiązanie znajduje się również w E-UAE, przy czym dotyczy jedynie gier dostępnych w formie obrazów dyskietek. Osobiście nie przepadam za E-UAE jako uruchamiaczki plików z requestera, lubię od czasu do czasu popatrzeć na stary system zainstalowany na wirtualnej partycji. Dodatkowo jako zarejestrowany uzytkownik pakietu WHDLoad wszystkie gry mam zainstalowane na dysku twardym. Niestety wyklucza to możliwość zapisu stanu gry, a jak wiadomo w dawnych czasach te bywały nierzadko ekstremalnie trudnym wyzwaniem. Tu przychodzi z pomocą Hatari, hardcorowa gra w której bez możliwości zapisu ani rusz z zasady jest uruchamiana przeze mnie właśnie na wirtualnym Atari a nie udawanej Amidze.
Warto jeszcze napisać kilka słów o oprogramowaniu użytkowym, gdyż tutaj panowało zdecydowanie większe rozgraniczenie na Amigę i ST. Sam TOS z pewnością pozytywnego wrażenia na osobach znających system Amigi wywrzeć nie może. W tym wypadku odbija się czkawką pośpiech przy tworzeniu pierwszego ST, udało się złożyć komputer ale systemu operacyjnego napisać od zera w 5 miesięcy już nie sposób. Atari próbowało różnych opcji (zgłosił się np. Microsoft oferując Windowsa, jednak czas wykonania określony na 2 lata, był nie do zaakceptowania), ostatecznie decydując się na adaptację do swoich potrzeb systemu GEMDOS. Pomimo późniejszych ulepszeń TOSa, nigdy nie udało się doprowadzić go do poziomu czołowych systemów operacyjnych. Samo Atari zdawało sobie z tego sprawę, adaptując kolejny system operacyjny Mint, który zadebiutował wraz z Falconem jako oficjalna alternatywa dla TOS 4. Obserwując środowisko dzisiejszych atarowców wydaje się że obecnie niemal każdy z nich używa właśnie Minta na realnym Atari. Niestety pod Hatari pomimo licznych eksperymentów i zmian konfiguracji ta sztuka mi się nie udała, chociaż informacje na sieci wskazują że jest to możliwe.
System operacyjny to jednak nie wszystko, o jego sile stanowi tak naprawdę dostępne oprogramowanie użytkowe, tego w złotych czasach Atari nie brakowało. Amiga miała swojego Deluxe Painta, Atari miało Degas Elite. Amiga miała Page Streama, Atari dużo bardziej cenionego w świecie Calamusa. Największym okrętem flagowym był jednak program muzyczny Cubase, który nie ma chyba godnego siebie odpowiednika w świecie Amigi. To między innymi dzięki niemu do Atari przekonali się czołowi muzycy świata. Ostatnim przykładem pożądanego przez amigowców softu, który na Atari istniał od lat była sprawa pakietu Office. Kilka lat temu wiązano duże nadzieje z pakietem Papyrus Office, ktory miał uwolnić Amigę od przekleństwa braku porządnego pakietu biurowego. Niewielu wie że Papyrus Office w wersji na Windowsa i MacOS to jedynie konwersje pierwowzoru z Atari, w dodatku jeśli wierzyć atarowcom, konwersje znacznie gorsze od oryginału. Jakość konwersji amigowej pominę tutaj taktownym milczeniem.
Reasumując chociaż ostatnie 20 lat pokazuje że sytuacja świata Amigi jest ogólnie lepsza, to i dziś można znaleźć rzeczy, których można atarowcom zazdrościć. Nawet jeśli ktoś uważa że zazdrościć nie ma czego, też zachęcam do zapoznania się ze światem Atari, choćby po to aby zweryfikować bądź utwierdzić się w swych poglądach.
Autor amigowego portu Ventzislav „Dr. Hirudo” Tzvetkov przez całe lata dbał o to by amigowa wersja Hatari odpowiadała wersji dla innych platform. Niestety w ostatnich miesiącach nastąpił wyłom od tej zasady i o ile ostatnią odsloną Hatari jest teraz 1.6.2, amigowcy muszą zadowolić się edycją 1.5.0. Trzeba mieć nadzieję że wkrótce Dr. Hirudo weźmie się za aktualizację. Póki co trzeba „zacisnąć zęby” i pobrać archiwum v1.5.0, które na szczęście poza kilkoma usprawnieniami dotyczącymi emulacji Falcona, generalnie niewiele ustępuje najnowszej odsłonie.
Dodaj komentarz